11 listopada 2010

ParaRecenzja: Przydatnik i Operacja Wotan

Dzięki Bardzo Przydatnemu Konkursowi moja kolekcja rpgowa powiększyła się o dwie sztuki: Operację Wotan i Przydatnik.

Na temat Przydatnika do powiedzenia mam jedno: świetne. Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie to, że karty są dwustronne - jakoś ta informacja umykała mi do tej pory. Rozdanie graczom kart zgodnych z archetypem będzie miłym elementem na sesjach, ściągawki z zasad są konkretne i dokładne, a generator scenariuszy to coś naprawdę niesamowitego. Z tych kart można stworzyć naprawdę DUŻO ciekawych przygód. Całości dopełniają miniaturki nieco pokolorowanych ilustracji z podręcznika głównego.

O Operacji Wotan chciałbym napisać nieco więcej swoich przemyśleń. Od razu zaznaczam, że kampanii jeszcze nie prowadziłem, są to więc uwagi na sucho, aczkolwiek pewne doświadczenie w prowadzeniu Wolsunga pozwala mi niektóre rzeczy na temat grywalności podejrzewać. Będą to raczej luźne uwagi niż dokładna recenzja - stąd tytuł notki, a może i całej serii notek ;) .

Pierwsze, co spodobało mi się w Operacji po pierwszym przejrzeniu podręcznika, to ilustracje. Przede jest wiele nowych, zaś stare zostały bardzo dobrze dobrane. Moimi faworytami są s. 34 i s. 82 - obydwie ilustracje autorstwa SirDucha. Jest klimat, dynamika, po prostu bardzo dobra robota. Okładka tego samego autora może nie powala, ale wprowadza w nastrój opowieści.

Ta z kolei jest bardzo dobrze zbudowana. Fabuła jest misternie spleciona. Kolejne przygody zazębiają się, lecz nie są liniowe. Co chwila Gerard podaje mnóstwo alternatywnych dróg, jakimi może potoczyć się historia, przez co niesłychanie wyręcza MG.

W pamięć zapadają także BNi, aczkolwiek niektórzy z nich zdają się być momentami wstawiani nieco na siłę. Przykładem jest Markiza de Trewil. Jej wątek na statku jest świetny, jednak sugestia jej pomocy w organizacji wyprawy wojennej przeciw venrierowcom lub też wstawienia się za bohaterami na audiencji u Cesarza zdają się być nieco wydumane. To jednak jedynie niewielki zgrzyt.

Nieco większym problemem wydaje się dla mnie być bardzo duże nagromadzenie dyskusji w kampanii. Wspominał o tym już o tym Diabeł w swojej recenzji kampanii. Szczególnie finałowa konfrontacja z ven Roherem powinna mieć jakieś opcjonalne rozwiązania, przynajmniej jako walka. Po lekturze czytelnik ma wrażenie, że ważne pojedynki to dyskusje, natomiast poboczne to walki. Może jednak w graniu ten problem nie występuje lub też nie jest aż tak widoczny.

Mimo powyższego kilka konfrontacji wymaga mocnej pochwały. Przede wszystkie ogromne brawa dla Gerarda za ukazanie jak krok po kroku powinno wyglądać przekradanie się na statek wroga lub też infiltracja jego bazy. Wspaniałe są też zasady prowadzenia bitew w Wolsungu - tego elementu bardzo wielu systemom brakuje, natomiast Gerard tę lukę załatał wyśmienicie. Operację polecam wszystkim MG zaczynającym swoją przygodę z system - to prawdziwy poradnik wyjaśniający jak z punktu widzenia zasad wyglądają przeróżne motywy fabularne. Jednym zdaniem: po lekturze Operacji Wotan prowadzenie sesji szpiegowskich przestało być dla mnie wyzwaniem.

Operacja Wotan punktuje za to u mnie ogromną ilością dodatków w ramkach. Lista gadżetów od koncernu Wolsung GmbH, statystyki wiwerny zwiadowczej, czy też golemiczny (!!!) ratrak Arktikpanzer z całą pewnością bardzo mi się przydadzą w przyszłych sesjach i kampaniach.

Pierwsza kampania w świecie Wanadii to produkt niezwykle udany. Jest przydatny zarówno MG, którzy planują poprowadzić  Operację jak i tym, którzy wolą tworzyć własne scenariusze, lecz potrzebują inspiracji i dodatkowych narzędzi. Pomimo dwóch drobnych potknięć, o których wspomniałem wcześniej, Gerard wykonał naprawdę porządną pracę.

0 komentarze:

Prześlij komentarz