25 lutego 2012

Rasy w Wolsungu: elfy i krasnoludy


Zapowiadana kontynuacja mojej Karnawałowej notki. Jutro niziołki i gnomy.

Elfy w Wolsungu

Wielu moich znajomych, którzy poznali Wolsunga stwierdzało ze zdziwieniem: „w tym systemie chce mi się grać elfami!” Wanadyjskie długouchy mają w sobie rzeczywiście to „coś”. A może po prostu nie mają tego „czegoś”, co odrzuca wielu od elfów w innych systemach? Czasem wydaje mi się, że rasa ta została przez popkulturę niechcący skrzywdzona. Dzierżący przez długi czas tytuł bożyszcza nastolatek Orlando Bloom w roli Legolasa był moim zdaniem zadowalający, ale niekoniecznie stworzył wzór postaci do naśladowania na sesjach. Pojawił się wątek różnie interpretowanego zamiłowania do przyrody. Emo-drow Drizzt i nieco cukierkowe słoneczne/księżycowe elfy z Faerunu jeszcze pogorszyły sprawę. Wszystkie te stereotypy zostały dodatkowo wyśmiane np. w karciance Munchkin czy komiksach pokroju ROTFL Playing Games. Wszystkie te czynniki sprawiły, że stereotyp, że zacytuję, metroseksualnego, delikatnego „cwelfa” jest naprawdę silny, szczególnie wśród erpegowców.

W tym punkcie dochodzimy do elfów wolsungowych. Co je odróżnia od długouchach kuzynów z innych systemów (głównie genericowego fantasy)? Na pierwszy rzut oka – niewiele. Licha postura i wymuskanie pozostały, tajemniczość i wyniosłość także. Elfy wolsungowe mogą na szczęście nosić brody, czego ich odpowiednikom z D&D zabroniono. Główna różnica polega jednak na tym, że, przechodząc do emocji, o których pisałem w poprzedniej notce, o ile stereotypowymi elfami rządzą melancholia, są niestabilne emocjonalnie, o tyle elfy w Wolsungu określić można raczej słowami wyniosłość, ironia, a czasem nawet pogarda (to słowo najlepiej określa arystokrację Alfheimu). Pierwsze mają w sobie dużo z Wertera, drugie raczej z Margaret Thatcher. The choice is yours.

Żelazna Dama to pierwszy idealny wzorzec dla postaci elfa. Filmu o niej jeszcze nie widziałem, ale wierzę recenzentom, że jest świetny. Inteligencja i umiejętność zachowania dystansu tej postaci to w zasadzie wrodzone zdolności elfów. Z kolei poczucie wyższości rządzi ich relacjami ze światem.
Inteligencja i przenikliwość elfiego bohatera może się objawiać w różny sposób. Długoucha postać może być słynna z powodu swojego specyficznego poczucia humoru – wzorowanego choćby na postaci Gregory’ego House’a, lub też posiadać obszerną wiedzę, którą wykorzystywać będzie w niekoniecznie uczciwych celach – tutaj przykładem może być Artemis Fowl, bohater powieści Eoina Colfera, który, pomimo kryminalnych początków swojej kariery, po jakimś czasie diametralnie się zmienił. Zauważmy jednak, że pomimo sporego intelektu i wiedzy elfy rzadko pracują w instytucjach, związanych z edukacją, uznając je za mało prestiżowe. Wyjątkiem mogą być różnego rodzaju towarzystwa naukowe lub najwyższe funkcje na uczelniach. To podsuwa od razu pomysł na ciekawą fabułę, w której bohaterowie pomagają biednemu profesorowi w rozwikłaniu intrygi wyniosłego i bogatego przełożonego.

Elfy, jako rasa długowieczna, szukają w życiu jak najwięcej wrażeń. U wielu pogoń za emocjami doprowadziła do zupełnego zaniku zasad moralnych. Symbolem takiej postawy był w literaturze polskiej XIX. wieku główny bohater powieści Henryka Sienkiewicza Bez dogmatu, Leon Płoszowski. Bogaty i wykształcony młodzieniec gra na uczuciach kobiet, życiowe decyzje podejmuje pod wpływem uczuć, wdaje się w romanse z kobietami fatalnymi, wyśmiewa różne postawy polityczne, samemu czując się „ponad”. Młodzi arystokraci z elfach rodów również często prezentują taką postawę. Przejawiać się ona może niezdrowym pociągiem ku czarnej magii, mezaliansami czy szokującym wyglądem. Elf, który nie zrobił w życiu nic przynajmniej kontrowersyjnego jest po prostu nudny.

Wreszcie ostatnia cecha elfów, którą chciałbym poruszyć: więzi rodowe. Żyjące przez setki lat elfy znają często nawet swoich pradziadków.  To sprawia, że kwestie dziedziczenia czy konflikty rodzinne stają się naprawdę poważnymi problemami. Nagłe przebudzenia ze snu żyjących przed wiekami członków rodziny potrafią dodatkowo skomplikować sprawę. To niewyczerpany temat na scenariusze. Mogą one być jeszcze ciekawsze, gdy motyw rodów wrzuci się do kultury państw innych, niż Alfheim. Slawijska rodzina szlachecka, strzegąca sekretów swojego dworu? Kaledoński klan walczący przez wieki z wyposażonymi w claymory i antymonarchiczne zapędy sąsiadami? Jakszowie, wciąż wspominający spotkanie swojego praszczura z Prorokiem? Kreatywne przerabianie motywów może dać naprawdę świetne efekty.


***

Krasnoludy w Wolsungu

Czasem wydaje mi się, że niektórzy fani Wolsunga nazwę „krasnolud” najchętniej pisali by przez umlaut. Chociaż według podręcznika nie można utożsamiać rasy z narodowością, to takie uproszczenie wielu się nasuwa. Oczywiście, można wychodzić z założenia, że wszystkie elfy mają mentalność alfheimczyków, niziołki to zajadający czekoladę bawentczycy, a krasnoludy należy oskarżać o Wielką Wojnę, ale raz, że wcale nie oddaje to wolsungowej wizji ras, a dwa, że zwyczajnie ogranicza wyobraźnię. A poza tym jak w takim wypadku wyjaśnić fakt, że większość zombie mierzy więcej, niż metr pięćdziesiąt?

Rzeczywiście, charakterystyczne dla krasnoludów emocje, wrodzone zdolności oraz sposób nawiązywania relacji ze światem przypominają stereotypowych Niemców. Brodacze są opanowani, dokładni, skryci i ceniący perfekcjonizm. Wydają się być popijającymi piwo nudziarzami. Emocjonują się jedynie podczas kontaktu ze skomplikowaną technologią. Pamiętacie Geista z Lalki? Gdyby istniał, byłby krasnoludem.

Krasnoludy-wynalazcy są obecni na całym świecie. Czas więc porzucić Wotanię i Trójmonarchię. Jak próbowałem już pokazać w tekście o elfach, miksowanie kultur może dać naprawdę fajne efekty. Jak może to wyglądać w przypadku krasnoludów? Zżyty z Ozumskim społeczeństwem inżynier, jeden z twórców kombinezonów Shinji. Korzystający ze wszystkich luksusów życia na dworze radży wynalazca, projektujący dla niego kolejne parowe zabawki. Spec od lemuryjskich kopalni diamentów, wyczulony na punkcie bezpieczeństwa orczych pracowników. I wiele więcej nieszablonowych brodaczy.

Inne oblicze krasnoludów, bankierzy, zdają mi się być o wiele mniej obecnym w kulturze motywem. Na myśl przychodzą mi głównie pracownicy Banku Gringotta z Harry’ego Pottera. Nadawali by się oni na krasnoludów bardzo dobrze – zarówno przez swoje wyrachowanie i dystans do wszystkich, jak też zamiłowanie do technologii ora przepisów. Krasnolud-służbista to generator ciekawych fabuł, w których konieczność dotarcia do zabezpieczonego w banku przedmiotu jako głównym motywem.

Na koniec parę słów o krasnoludzkich kobietach. Na szczęście nie mają one bród, co czyni je o wiele bardziej grywalnymi postaciami. I to niekoniecznie wprowadzającymi w życie hasło „kobiety na traktory”. Nadają się świetnie na ściśle przestrzegające przepisów urzędniczki oraz wszelkiego rodzaju inspektorki. Nasłanie takiej postaci na szykującą wyprawę drużynę może znacznie opóźnić przygotowania, posiadanie jej w drużynie z kolei mocno je przyspieszy. Charakterystyczni bohaterowie nie rodzą się z najpr

0 komentarze:

Prześlij komentarz