Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ParaRecenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ParaRecenzja. Pokaż wszystkie posty

8 stycznia 2012

ParaRecenzja: Sherlock Holmes - Gra cieni

Guy Ritchie, naczelny wolsungowiec Holllywood, zakończył  jakiś czas temu swoją kolejną kampanię.  Postanowił ją,  podobnie, jak poprzednią, zekranizować. Efektem tego jest  Sherlock Holmes: Gra cieni. Oto kolejna ParaRecenzja (w żadnym wypadku pełnoprawna recenzja), a także parę  znaków specjalnie dla fanów Wolsunga.
Kelly Reilly - o wiele ciekawsza od plakatu Gry cieni

Film zaczyna się hitchcockowsko - efektownym wybuchem  -, a potem jest jeszcze bardziej [DROBNY  SPOJLER]kozacko[/DROBNY SPOJLER].  Zdecydowanie akcja jest mocną stroną Sherlocka  Holmesa. Są pościgi, są wybuchy, a wszystko okraszone  fenomenalnym montażem. Być może nieco zbyt często  używane jest spowalnianie czasu, ale mnie akurat zabieg ten  pasuje. Niezwykłe wyczyny bohaterów mają miejsce w  niezwykłych sceneriach. Może są one nieco bardziej  sztampowe, niż znane z pierwszej części doki czy rzeźnia,  ale mimo to w dalszym ciągu trzymają wysoki poziom. Jest  to w równym stopniu zasługa reżysera, jak i kamerzystów,  scenografów oraz charakteryzatorów, którym udało się  połączyć atmosferę ery wiktoriańskiej ze stylistyką  współczesnego kina sensacyjnego.

Historie o Sherlocku Holmesie to jednak przede wszystkim zagadka kryminalna. O ile Gra cieni wygrywa ze swoim prequelem tempem akcji, to jednak fabularnie ponosi porażkę. Guy Ritchie postanowił, że tym razem intryga obejmować będzie nie wyłącznie Londyn, lecz całą Europę. Wydłużyć filmu jednak widocznie nie był w stanie, przez co fabuła jest o wiele mniej skomplikowana. Ci, którzy spodziewali się ponownie skomplikowanych spisków, zaskakujących zwrotów akcji i rozwiązywania zagadki wraz z głównym bohaterem mogą się czuć nieco zawiedzeni. Nierówne są także indywidualne wątki bohaterów. O ile świetnie potraktowano Dr Watsona i Mary (świetna Kelly Reilly), o tyle wątek Irene Adler jest dla mnie absolutną porażką. Z przytupem do grona postaci z pierwszej części wdarł się także Mycroft Holmes, z nieco mniejszym przytupem - ale za to z dźwiękiem kastanietów - Mme Simza. Klasą samą dla siebie pozostał  buldog Gladstone - w dalszym ciągu dzielnie daje się zabijać i wskrzeszać.

Najciężej jest mi napisać cokolwiek o doktorze Moriartym. Nie mam wątpliwości co do oceny jego kreacji - jest zwyczajnie słaby -, ale nie potrafię stwierdzić, czy to wina scenariusza, czy gry Jareda Harrisa. Wina leży chyba jednak po obu stronach.

Z całą pewnością natomiast mogę napisać, że Sherlock Holmes: Gra cieni to przede wszystkim film o bohaterach, a nie złoczyńcach. Napędzają go akcje i fantastyczne dialogi Holmesa i Watsona (w dalszym ciągu genialni Downey Jr i Law), a nie kreacja i kolejne posunięcia ich przeciwników. To chyba, dobrze bo niesztampowych, pozytywnych postaci nigdy w dzisiejszym kinie za wiele.

Wolsungowy Sherlock

A na koniec parę słów o tym, co gracze i MG mogą wynieść z seansu Gry cieni:
  • akcja - od pomysłów na zagrywanie kart i żetonów po kreatywne dobicia; po raz kolejny powtarzam: Guy Ritchie musiał grać w Wolsunga;
  • gadżety - jest ich dużo i są naprawdę pomysłowe; szczególnie wiele jest broni, chociaż w finale rolę odgrywa zgoła inny przedmiot;
  • scenerie - bardzo wyraźne i zapadające w pamięć, z dobrze działającymi zasadami specjalnymi; szczególnie wiele miejsc dla prowadzących w [SPOJLER]Akwitanii i Wotanii[/SPOJLER];
  • opisy - tu inspiracją jest wspominany już montaż; obejrzyjcie choćby po to, aby nauczyć się opisywać ludzi biegnących przez las (kto widział trailer pewnie kojarzy, o co chodzi).

11 listopada 2010

ParaRecenzja: Przydatnik i Operacja Wotan

Dzięki Bardzo Przydatnemu Konkursowi moja kolekcja rpgowa powiększyła się o dwie sztuki: Operację Wotan i Przydatnik.

Na temat Przydatnika do powiedzenia mam jedno: świetne. Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie to, że karty są dwustronne - jakoś ta informacja umykała mi do tej pory. Rozdanie graczom kart zgodnych z archetypem będzie miłym elementem na sesjach, ściągawki z zasad są konkretne i dokładne, a generator scenariuszy to coś naprawdę niesamowitego. Z tych kart można stworzyć naprawdę DUŻO ciekawych przygód. Całości dopełniają miniaturki nieco pokolorowanych ilustracji z podręcznika głównego.

O Operacji Wotan chciałbym napisać nieco więcej swoich przemyśleń. Od razu zaznaczam, że kampanii jeszcze nie prowadziłem, są to więc uwagi na sucho, aczkolwiek pewne doświadczenie w prowadzeniu Wolsunga pozwala mi niektóre rzeczy na temat grywalności podejrzewać. Będą to raczej luźne uwagi niż dokładna recenzja - stąd tytuł notki, a może i całej serii notek ;) .

Pierwsze, co spodobało mi się w Operacji po pierwszym przejrzeniu podręcznika, to ilustracje. Przede jest wiele nowych, zaś stare zostały bardzo dobrze dobrane. Moimi faworytami są s. 34 i s. 82 - obydwie ilustracje autorstwa SirDucha. Jest klimat, dynamika, po prostu bardzo dobra robota. Okładka tego samego autora może nie powala, ale wprowadza w nastrój opowieści.

Ta z kolei jest bardzo dobrze zbudowana. Fabuła jest misternie spleciona. Kolejne przygody zazębiają się, lecz nie są liniowe. Co chwila Gerard podaje mnóstwo alternatywnych dróg, jakimi może potoczyć się historia, przez co niesłychanie wyręcza MG.

W pamięć zapadają także BNi, aczkolwiek niektórzy z nich zdają się być momentami wstawiani nieco na siłę. Przykładem jest Markiza de Trewil. Jej wątek na statku jest świetny, jednak sugestia jej pomocy w organizacji wyprawy wojennej przeciw venrierowcom lub też wstawienia się za bohaterami na audiencji u Cesarza zdają się być nieco wydumane. To jednak jedynie niewielki zgrzyt.

Nieco większym problemem wydaje się dla mnie być bardzo duże nagromadzenie dyskusji w kampanii. Wspominał o tym już o tym Diabeł w swojej recenzji kampanii. Szczególnie finałowa konfrontacja z ven Roherem powinna mieć jakieś opcjonalne rozwiązania, przynajmniej jako walka. Po lekturze czytelnik ma wrażenie, że ważne pojedynki to dyskusje, natomiast poboczne to walki. Może jednak w graniu ten problem nie występuje lub też nie jest aż tak widoczny.

Mimo powyższego kilka konfrontacji wymaga mocnej pochwały. Przede wszystkie ogromne brawa dla Gerarda za ukazanie jak krok po kroku powinno wyglądać przekradanie się na statek wroga lub też infiltracja jego bazy. Wspaniałe są też zasady prowadzenia bitew w Wolsungu - tego elementu bardzo wielu systemom brakuje, natomiast Gerard tę lukę załatał wyśmienicie. Operację polecam wszystkim MG zaczynającym swoją przygodę z system - to prawdziwy poradnik wyjaśniający jak z punktu widzenia zasad wyglądają przeróżne motywy fabularne. Jednym zdaniem: po lekturze Operacji Wotan prowadzenie sesji szpiegowskich przestało być dla mnie wyzwaniem.

Operacja Wotan punktuje za to u mnie ogromną ilością dodatków w ramkach. Lista gadżetów od koncernu Wolsung GmbH, statystyki wiwerny zwiadowczej, czy też golemiczny (!!!) ratrak Arktikpanzer z całą pewnością bardzo mi się przydadzą w przyszłych sesjach i kampaniach.

Pierwsza kampania w świecie Wanadii to produkt niezwykle udany. Jest przydatny zarówno MG, którzy planują poprowadzić  Operację jak i tym, którzy wolą tworzyć własne scenariusze, lecz potrzebują inspiracji i dodatkowych narzędzi. Pomimo dwóch drobnych potknięć, o których wspomniałem wcześniej, Gerard wykonał naprawdę porządną pracę.